ZAMKNIJ
Wpisz słowo, którego szukasz w polu poniżej, a następnie kliknij "szukaj".
Kategoria wpisu:

"Czekamy na dzidziusia"

Autor: Tosia

Na dziś recenzja dla najmłodszej grupy wiekowej, o czym świadczą grube strony książki z serii "Obrazki dla maluchów" pt. "Czekamy na dzidziusia" od Wydawnictwo Olesiejuk.

Fabuła dosyć standardowa czyli rodzice mówią swoim dzieciom, że mama jest w ciąży. Zazwyczaj w tego typu książkach rodzi się drugie dziecko, tutaj - trzecie. To pomaga pokazać, że jedno ze starszego rodzeństwa cieszy się na tę zmianę, chce się dzielić z bobasem swoimi zabawkami itd, a drugie nie. To ważny wątek, żeby pokazać dzieciom (i rodzicom!), że to może być dla starszaka trudne.

Mamy tu pokazanych dużo elementów związanych z tematem: test ciążowy, wybieranie imienia, przeglądanie starych ubranek starszych dzieci, mdłości i zmęczenie mamy.

Skąd się biorą dzieci według tej pozycji? "Potrzeba bardzo dużo miłości. Tata umieszcza w brzuchu mamy specjalne komórki, takie niby-nasionka, które wyruszają na poszukiwanie komórki mamy. Jedna z komórek taty połączy się z komórką mamy i powstanie zarodek". Czyli dosyć standardowa wersja dla najmłodszych, miłość i brak szczegółów. Rażą mnie te "niby-nasionka", które nie wydają mi się przystępnym sformułowaniem. Na mój gust "plemnik" i "jajeczko" byłyby łatwiejsze do zrozumienia (zwłaszcza, że są na rysunku) niż pisanie o "komórkach" - to słowo dzieci znają raczej z zupełnie innego kontekstu...

Kontrowersyjne jest dla mnie zdjęcie mamy w oparach papierosów koło kieliszka szampana, podczas gdy płód w jej brzuchu oddycha dymem papierosowym. Co prawda podpis pod obrazkiem brzmi "mama bardzo nie lubi, gdy pali się w jej towarzystwie papierosy, bo wie, że dzidziuś też tego nie lubi", ale jak dla mnie "nie lubi" to za lekko postawiona sprawa - to absolutnie niedopuszczalne.

Rozczulił mnie obrazek, na którym rodzeństwo naśladuje rodziców, ćwiczących sposoby oddychania do porodu. Poród jest natomiast przedstawiony dosyć szczegółowo, jednak niestety odbywa się na fotelu ginekologicznym (nie jest to zalecana ani fizjologiczna pozycja), no i ten noworodek mógłby być choć trochę czerwony i pomarszczony. Mały_a czytelnik_czka tej książki może się zdziwić, gdy porówna swoje nowe rodzeństwo z obrazkiem tego uśmiechniętego blondynka.

Plus za pokazanie sutka (!), który łatwo było zasłonić głową noworodka na obrazku. Nie wiem, jakie są realia we Francji (oryginał jest stamtąd), ale w Polsce dzieci nie mogą przyjść w odwiedziny po porodzie i nie jest standardem umieszczanie bobasa na wspólnej sali (a zdanie, że robi się to "jeśli dziecko płacze" rozdziera moje serce...). Fajnie, że wspomniano o żółtaczce, inkubatorze i karmieniu piersią lub butelką. Dużo szczegółów pomagających na przygotowanie się starszych dzieci na zmiany, to największy plus tej książki! Resztę oceńcie sami.

MOŻE CI SIĘ PODOBAĆ RÓWNIEŻ

Tu mnie znajdziesz:

crossmenu