ZAMKNIJ
Wpisz słowo, którego szukasz w polu poniżej, a następnie kliknij "szukaj".
Kategoria wpisu:

Czy fajnie jest być nauczycielką WdŻ?

Autor: Tosia

Dzisiaj trochę inny wpis, trochę osobisty, aż dziwne, że mnie na taki naszło. Ale chcę się tym podzielić, chcę się sama nad tym zastanowić... No i kilka innych nauczycielek WdŻ też tu zagląda 😉

A więc fajnie, bo:

1. Przede wszystkim uczę się i innych o bardzo ciekawych i życiowych rzeczach. Wiele osób narzeka na to, że szkoła jest tak bardzo odległa od życia i nie uczy przydatnych rzeczy. No i według mnie WdŻ jest właśnie najbardziej przydatnym przedmiotem! Jak to powiedział mój kolega z pracy o naszych uczniach i uczennicach: Funkcji kwadratowej bedzie używało 5% z nich, a genitaliów właściwie wszyscy. Dzięki temu jest to też ciekawe dla mnie, nie przepadam za teorią. A uczyć się muszę w tym zawodzie cały czas - nie dośc, że zagadnienia dotyczą wielu dziedzin (biologia, medycyna, psychologia, prawo), to jeszcze cały czas coś się dzieje lub zmienia. Ale to właśnie fajnie!

2. WdŻ jest nieobowiązkowy i nieoceniany. To jest punkt, który jest zarówno w zaletach, jak i w wadach, ale najpierw o plusach. Chyba żaden nauczyciel ani żadna nauczycielka nie lubi tego poczucia, że ktoś jest na jego/jej lekcji tylko dlatego, że musi. A tu się to właściwie nie zdarza. Rzadko kiedy rodzice zmuszają do chodzenia na te lekcje. W liceum nawet jakby próbowali, to raczej większość osób sobie po prostu wyjdzie, bo nie ma za to żadnych konsekwencji. A ocenianie? Uczyłam przez kilka lat muzyki i to było dla mnie najgorsze. Także cieszę się, że już nie muszę tego robić - stresować uczniów i uczennic, tracić czasu i odbierać radości poznawania. To sprawia też, że nie muszę "lecieć z programem" i bez wyrzutów sumienia mogę mieć moje ulubione lekcje - gdy swój scenariusz odkładam na bok, bo tyle jest pytań i wspólnej dyskusji.

3. Uczę rzeczy, które są osobiste i mam osobisty kontakt z młodzieżą. To, że zajmuję się edukacją seksualną wyniknęło naturalnie z tego, że jestem psycholożką szkolną. Lubię bezpośredni kontakt z młodymi i cieszę się, że WdŻ daje kolejne pole do ważnych spotkań. Z tego powodu wolę pracować w szkole niż być edukatorką, która prowadzi krótkie warsztaty w wielu szkołach, choć to bardzo potrzebne zadanie! No i dzięki temu, że WdŻ jest w każdym roku szkolnym (od 4 klasy podstawówki do 4 liceum), ten kontakt jest długi i regularny. A obserwowanie rozwoju jest fascynujące!

4. Szpan na mieście. To oczywiście zależy od tego, jaki tryb życia prowadzicie i jakich ludzi poznajecie, ale ja się spotykam przeważnie z zainteresowaniem i czasem nawet lekkim podziwem.

A czemu niefajnie:

1. Uczę kontrowersyjnego przedmiotu. To znaczy dla mnie on w ogóle nie jest kontrowersyjny, ale dla wielu jest. Więc mogę się czasami - na szczęście głównie z mediów, a nie bezpośrednio - dowiedzieć, że demoralizuję młodzież, że namawiam do seksu, że należę do lobby LGBT i że mogę pójść do więzienia. Jestem też jedyną nauczycielką, która musi na pierwszym zebraniu przedstawić się rodzicom i powiedzieć o programie i zasadach nauczania. To byłoby bardzo fajne, gdyby dotyczyło wszystkich nauczycieli, a tak to czuję się jakbym udowadniała, że nie jestem wielbłądem.

2. WdŻ jest nieobowiązkowy i nieoceniany. Tak jak zapowiedziałam, jest to też minus. Co semestr zastanawiam się, czy ktoś przyjdzie na moje lekcje, część uczniów i uczennic nie przychodzi i nie zdobywa tak potrzebnej wiedzy często tylko dlatego, że w takim układzie nie mają do tego motywacji. Nawet najlepsza lekcja może przegrać z wolnym czasem ze znajomymi, z okienkiem przy przeładowanym planie, spaniem, gdy WdŻ jest rano lub zajęciami dodatkowymi, gdy jest na końcu. Bo WdŻ jest odbierany właściwie jako najmniej ważny przedmiot. Liczą się przecież egzaminy, oceny i punkty.

3. Słaby średni poziom WdŻ w Polsce. Wiele osób (w tym ja) nie miało go w ogóle. Spora część ludzi miała drugą religię i opowieści o włosach wyrastających na rękach po masturbacji. Kolejna grupa jakąś nudę i filmy edukacyjne sprzed 20 lat. Albo bezpieczne rozmowy o rodzinie i savoir-vivre. Wiem, taka jest prawda. Ale to po prostu dobijające, gdy przygotowujesz każdą lekcję, nie idziesz żadnymi gotowymi skryptami, wieczorami drukujesz i laminujesz, dokształcasz się na własną rękę i kupujesz stosy książek za swoje, w wolnym czasie piszesz posty w mediach społecznościowych, a potem widzisz kolejny nagłówek o fatalnym poziomie WdŻ w Polsce. I to też sprawia, że wiele osób wypisuje się z tego przedmiotu bez sprawdzenia, kto go prowadzi i jak to wygląda. Oczywiście, wciąż jest za mało dobrych prowadzących, ale trochę nas już jest.

4. Wszystko, co związane jest z byciem nauczycielem/ką w Polsce. Tego punktu nie będę rozwijać, bo nie o to tu chodzi. Część rzeczy zależy też bardzo od konkretnej placówki, gminy, rady rodziców czy dyrekcji.

Wyszły cztery zalety i cztery wady. Remis? Ale to nie matematyka, to życie. Ta pierwsza lista jest dużo silniejsza, bo tam się zawiera mój osobisty sens - oczywiście mam na myśli ten szpan na mieście 😉

MOŻE CI SIĘ PODOBAĆ RÓWNIEŻ

Tu mnie znajdziesz:

crossmenu