ZAMKNIJ
Wpisz słowo, którego szukasz w polu poniżej, a następnie kliknij "szukaj".
Kategoria wpisu:

Czy to jest przyjaźń, czy to jest kochanie... I co dalej?

Autor: Tosia

A oto tekst, który pojawił się z okazji Walentynek, kiedy przypomniałam sobie, że wypadałoby napisać coś z tej okazji. Tak więc temat lekcji to: Miłość. A właściwie: Zakochanie.

W podręcznikach do WdŻ autorzy skupiają się najczęściej na miłości w rodzinie, starają się wytłumaczyć młodzieży różnicę miedzy zakochaniem a miłością, albo snują rozważania na temat gotowości do małżeństwa. Jakoś nie wydaje mi się, żeby to były tematy, które rzeczywiście nurtują młode osoby.

To, co pamiętam z własnego dorastania, to wielkie pytanie: "Skąd wiedzieć, że to, co czuję, to TO?". Wszyscy bardziej doświadczeni, odpowiadali mi: "To się wie". Dziś niestety powtórzyłabym to zdanie za nimi, nie będę więc tu jakoś wybitnie pomocna, jeśli ktoś akurat się nad tym zastanawia.

Z doświadczeń pracy w szkole natomiast widzę, że pytanie częściej brzmi: "Zakochałam/em się i co dalej???". W sensie: jak zagadać, dokąd zaprosić, czy wyznać swoje uczucie, skąd wiedzieć, co czuje druga strona i jak sobie poradzić z tym wszechogarniającym rozkojarzeniem... I bardzo trudno jest pomóc młodemu człowiekowi w takiej sytuacji. Nie ma żadnych uniwersalnych mądrości - każda sytuacja jest trochę inna. Owszem, są jakieś ogólne zasady, np. żeby raczej powoli niż kawę na ławę albo żeby na pierwszą randkę może nie do restauracji, w której się czeka długo na danie, bo nie wiadomo jeszcze, ile mamy wspólnych tematów... Ale i tak każda osoba musi przejść swoją drogę sama. Odgrywając cudze scenariusze, na pewno daleko nie zajedziemy.

To, co na pewno można, to przekazać, że (uwaga, wszyscy, którzy jesteście beznadziejnie, "nastoletnio" zakochani):

- Twoje uczucia są absolutnie normalne i zrozumiałe

- tak, to jest strasznie trudne i zagmatwane, wcale Ci nie zazdroszczę

- prawie każdy przez to przechodził albo będzie przechodził

- to minie (mam tu na myśli zarówno ewentualne odkochanie się, jak i wejście w fazę stabilnego związku)

- dasz radę!

Tak, wiem, że to niczego nie rozwiązuje. Wiem, że to marne pocieszenie. Ale myślę, że warto w tym całym około-narkotyczno-hormonalnym szaleństwie pamiętać o paru racjonalnych kwestiach.

I pamiętajcie: to, czy się akurat ma chłopaka czy dziewczynę, o niczym nie świadczy i nie, nie jest tak, że wszyscy kogoś mają. Chociaż tego jednego dnia w roku może się tak wydawać. A czekoladki albo kwiatki można sobie kupić samemu/samej 😃

MOŻE CI SIĘ PODOBAĆ RÓWNIEŻ

Tu mnie znajdziesz:

crossmenu