ZAMKNIJ
Wpisz słowo, którego szukasz w polu poniżej, a następnie kliknij "szukaj".
Kategoria wpisu:

Foremka na duszę

Autor: Tosia

Psycholodzy nazywani są lekarzami dusz. W końcu zajmują się emocjami, relacjami, konfliktami, dylematami, rozwojem itd. Wszystko to jest kompletnie nienamacalne, czasem nawet trudno to opisać. Ale czy będąc psychologiem albo psychologizując amatorsko na własny użytek, można uniknąć tematu tego, co właśnie najbardziej namacalne i najbliższe każdemu z nas?

            Dyskusje na temat tego, od którego momentu człowiek ma duszę, są w obecnych czasach bardzo kontrowersyjne. A ciało mamy od samego początku. Poznajemy świat i pozwalamy światu poznawać siebie właśnie poprzez ciało. Niemowlę każdą nową rzecz próbuje włożyć do buzi, wyciąga małe rączki w stronę czegoś interesującego i wszystkie jego pierwsze osiągnięcia związane są właśnie z ciałem – korzystanie z nocnika, raczkowanie i chodzenie, mówienie. Bardzo ważne jest to, czego taki mały człowiek dowie się o swoim ciele wtedy i później. Ponieważ jak będzie duży, odczuje wpływ tego, co o nim wie i myśli.

            Przede wszystkim okaże się, jakie ma wobec niego oczekiwania - u sporej części osób są one mocno nierealistyczne. Jesteśmy otoczeni przez bilbordy, magazyny i teledyski ze zdjęciami po drastycznej obróbce w programach graficznych. W mediach widzimy przeważnie młodych ludzi, których pracą zawodową i głównym życiowym celem jest ładny wygląd – a mimo to wiele „zwyczajnych” osób stawia sobie ich ciała i twarze za wzór. Coraz popularniejsze są więc operacje plastyczne i inne interwencje kosmetyczne mające zapobiegać naturalnym procesom w naszym ciele. Walczymy z żylakami, rozstępami, zmarszczkami, łysiną, cellulitem, siwizną, owłosieniem, tkanką tłuszczową, choć wszystkie są nieodłącznym elementem bycia człowiekiem. Liczymy kalorie, katujemy się na siłowni lub kupujemy kilogramy magicznych pigułek i kremów. I żeby było jasne – nie ma to nic wspólnego z dbaniem o zdrowie. Dlatego, że zdrowe jest słuchanie swojego ciała na co dzień, zaspokajanie jego potrzeb dobrymi nawykami, a nie skalpelem, przymusem lub chemią.

No właśnie, chemia. Każdy kto ma radio wie, że istnieje tabletka na wszystko. Brak apetytu i obżarstwo, nietrzymanie moczu, problemy z erekcją, stres, nieświeży oddech, ból, pocenie. Suplementy diety zastąpiły nam owoce i warzywa, a lekarstwa pozwalają nie szukać prawdziwej przyczyny problemu. I nie chodzi tylko o to, że zagłuszając głos naszego ciała, przegapimy jakąś poważną chorobę. Chodzi o codzienny komfort życia. O emocje, relacje, konflikty, dylematy i rozwój. Tak, to wszystko, co standardowo wkładamy w szufladkę „dusza”. A to właśnie nasze ciało może powiedzieć nam: „Za dużo pracujesz”, „Męczysz się w tym miejscu”, „Ta osoba Cię ogranicza”, „Ta relacja jest toksyczna”, „To jest szantaż”, „Tęsknisz za czymś”, „Potrzebujesz ludzi”, „To dobry kierunek”. Tylko jak mamy to usłyszeć, skoro próbujemy dostosować do nieracjonalnych wymagań tę naszą dzielną foremkę na duszę?

Bo to nie jest tylko foremka. Dużo można by pisać o historii tego zachodniego, dualistycznego podziału, w którym ciało jest czymś doczesnym, a więc niegodnym uwagi. Lub o starożytnym „w zdrowym ciele zdrowy duch”. Lub o „tym strasznym” gender, który tłumaczy, jak nasza płeć kulturowa wpływa na to, co myślimy o swoich ciałach. Wystarczy przyjąć, że ciało to my. Nawet jeśli nie tylko. To przecież tak bardzo.

MOŻE CI SIĘ PODOBAĆ RÓWNIEŻ

Tu mnie znajdziesz:

crossmenu