ZAMKNIJ
Wpisz słowo, którego szukasz w polu poniżej, a następnie kliknij "szukaj".
Kategoria wpisu:

"Książka pełna miłości czyli jak Michałek przyszedł na świat"

Autor: Tosia

Dziś propozycja dla najmłodszych pt. "Książka pełna miłości czyli jak Michałek przyszedł na świat".

Tytuł współgra z klimatem miłości i radości, który jest również w treści (dla mnie akurat jest zbyt słodko), ale co ciekawe, książka zawiera więcej szczegółów niż niejedna nowoczesna pozycja. Narzekam czasem, że właściwie nie wiadomo, co Ci rodzice robią, że mają dziecko. Czasem mi ktoś odpisuje, że: "Ale to jest książka dla maluchów!". Ta też jest. Dla tego samego przedziału wiekowego. I można.

Plus za świetne motto i zabawny wstęp o tym, skąd się nie biorą dzieci. Nie przynosi ich bocian, nie znajdujemy ich w kapuście, nie kupujemy też w kiosku.

Minusem jest wyczuwalna religijność autorki, chociaż wyczują to tylko rodzice. A niektórzy po prostu ominą zdania: "i stali się jednym ciałem" oraz "błogosławione jego przyjście na świat". Reszta jest bardziej subtelna.

Podoba mi się powtarzane wielokrotnie "tata Michałka, który nie był na razie niczyim tatą" i "mama Michałka, która nie była na razie niczyją mamą". Dla niektórych będzie ważne, że wyraźnie zaznaczone jest, że stają się rodzicami w dniu porodu.

Sam poród jest opisany według mnie całkiem całkiem, choć nie idealnie. Mamy tu tylko jedną jego wersję, bo to historia jednego Michałka. Szkoda, że nie ma choćby zdania, że może być inaczej. Tu mamy opcję ze szpitalem i akuszerką. Polskie tłumaczenie mogło według mnie wprowadzić słowo "położna". No i ta nieszczęsna pozycja jak z fotela ginekologicznego, której właściwie chyba nikt nie wybiera do rodzenia, jeśli tylko ma swobodę ułożenia swojego ciała. Podoba mi się wspomnienie o skurczach i że "trudno jest rodzić dzieci". Można by to było rozwinąć, ale jeśli miało zostać jedno zdanie, to myślę, że jest ok.

Jeśli chodzi o merytorykę, to zazgrzytało mi, że "tlen i pożywienie dostają się do jego brzuszka prosto z mojego brzucha przez rurkę zwaną pępowiną" . Ja wiem, że pępowina idzie z łożyska, czyli w pewnym sensie z brzucha, ale jednak jedzenie i tlen to raczej z krwi. Wiadomo, to może dziecku niepotrzebne, ale tlen z brzucha?... No i jeszcze dziwnie mi brzmi, że penis "wślizgnął się" do waginy. Pewnie dla dzieci brzmi to spoko i to tylko moje doświadczenie sprawia, że to mi się źle kojarzy, ale nietrudno o lepsze i precyzyjniejsze słowo. Ale ogromnym plusem jest to, że seks opisany jest jako różne czynności i że podkreślone jest to, że jest przyjemny.

Zorientowałam się też po jakimś czasie, że książka zakłada, że dziecko już wie, co to i gdzie są penis i wagina.

MOŻE CI SIĘ PODOBAĆ RÓWNIEŻ

Tu mnie znajdziesz:

crossmenu