ZAMKNIJ
Wpisz słowo, którego szukasz w polu poniżej, a następnie kliknij "szukaj".
Kategoria wpisu:

Planetarium. O sensie i niesamowitości życia.

Autor: Tosia

Pytanie o sens życia przynajmniej raz zadał sobie chyba każdy. Od Adama i Ewy po ach-tą-dzisiejszą młodzież. Czasem zadawane jest poważnie, a czasem zupełnie prześmiewczo. I nigdy nie brzmi po nim satysfakcjonująca odpowiedź…

***

Uwielbiam planetaria. Dla mnie to ta sama kategoria co fotoplastikony. Przecież są już okulary 3D, kina 7D i wirtualne rzeczywistości, a mimo to urządzenie i pomieszczenie przenoszące nas w odległe miejsca od tak dawna i to bez WIFI zachwycają. Planetaria mają jeszcze jedną właściwość – doskonale usypiają. Jest ciemno i wygodnie, a natura jest silniejsza od pędu do wiedzy (doskonale wiedzą to uczniowie i nauczyciele). Ale tym razem było inaczej. Nie zasnęłam ani na chwilę.

Program w Toruniu nosił tytuł „W poszukiwaniu życia”, ale kompletnie nie zwróciłam na niego uwagi – był to ostatni seans tego dnia, następnego obiekt był zamknięty, a ja wyjeżdżałam już z piernikowego miasta. Więc po prostu jedyna okazja. I nigdy nie interesowały mnie opowieści o zielonych czułkach. Ogromna część kosmicznej opowieści dotyczyła warunków powstania życia. Bo jeśli zastanawiamy się nad tym, gdzie oprócz Ziemi mogłoby istnieć życie, musimy wiedzieć, jakie kryteria ma spełniać to miejsce. A więc jednocześnie - dzięki czemu istnieje ono tutaj. I ta lista była imponująca. Niestety, nie potrafię opowiedzieć o tym z naukową precyzją, a jedynie z naiwną emocjonalnością. I nie pamiętam wszystkich punktów. Ale i tak spróbuję.

Przede wszystkim miejsce, w którym znajduje się planeta - nie za daleko i nie za blisko. Atmosfera, grawitacja, temperatura i inne trudne, długie słowa. Obecność odpowiednich pierwiastków chemicznych. Woda - koniecznie w trzech stanach skupienia. No i w Ziemię coś kiedyś uderzyło, co także było niezbędne do tego, żeby ewolucja poszła w tę stronę, a nie skręciła jednak w kierunku zielonych czułków. Kontynenty się przesuwały, epoki lodowcowe nadchodziły i odchodziły, a już najbardziej zaskakującą informacją była ta, że dawno temu były takie małe stworki (pewnie po prostu bakterie, ale chyba mogę je trochę zinfantylizować i ożywić?), które z jakiegoś na-pewno-bardzo-ważnego powodu naprodukowały dużo tlenu. To było niezwykle uprzejme z ich strony.

I teraz na kartce te punkty brzmią tak pusto. Ale pomyślcie. Tysiące elementów i przypadków, wydarzeń, reakcji chemicznych, zbiegów okoliczności i dzielnych zwierzątek walczących o przetrwanie, bakterie i wirusy... Cztery miliardy lat życia Ziemi. Ponad dziesięć milionów gatunków organizmów żywych. A znamy dopiero nieco ponad milion. A kiedyś było ich podobno nawet pięć miliardów. A dzisiaj – hops! – żyjesz Ty.

***

Podobno jeśli chcesz w łatwy sposób poprawić poziom swojego szczęścia, to trzeba codziennie wieczorem zapisywać trzy rzeczy, za które jesteś tego dnia wdzięczny/a. Ale potem w jakimś mądrym wywiadzie przeczytałam, że taka wdzięczność na siłę, to wcale tak nie działa. To już sama nie wiem – pisać czy nie?

W każdym razie w tym planetarium poczułam przeogromną wdzięczność. Do tej wysłużonej planety. Do tego wyczerpującego się Słońca. Do tej asteroidy, co tam kiedyś w nas. I koniecznie do tych bakterii z uporem produkujących tlen. Rany, nawet jak ja coś źle wtedy zrozumiałam, to one mają swoje miejsce w moim sercu. I poczułam też złość. Na tych wszystkich ludzi, którzy marnują swój czas. Niszczą Ziemię, co się tak stara. Niszczą innych ludzi, bo są inni. I w końcu niszczą siebie, bo nie wiedzą jakim są przypadkowym cudem.

MOŻE CI SIĘ PODOBAĆ RÓWNIEŻ

Tu mnie znajdziesz:

crossmenu