ZAMKNIJ
Wpisz słowo, którego szukasz w polu poniżej, a następnie kliknij "szukaj".
Kategoria wpisu:

"Skąd się biorą dzieci?" (Milewska)

Autor: Tosia

Dziś tytuł: "Skąd się biorą dzieci?". Bohaterem jest dziecko, które będzie miało rodzeństwo. To już nudne... Czy wieczni jedynacy nie zadają tego pytania?

Przede wszystkim mało realne wydało mi się to, że Leon i jego kolega (który ma młodszą siostrę), nie mają najmniejszego pojęcia, skąd się biorą dzieci, a z książki wynika, że chodzą już do szkoły. Siostra zostaje Leonowi przedstawiona przez rodziców jako szansa na "wielką przygodę, nowe doświadczenia, większą i pełniejszą rodzinę". Nie lubię mówienia o pełności rodzin, bo idzie za tym najczęściej ocena. Pełna to najlepsza. Niepełna to wybrakowana. Pełniejsza to już jakiś super-twór. Rodziny są mniejsze i większe, a każda wielkość może być wystarczająca.

Pierwszy raz Leon zadaje tytułowe pytanie swojemu tacie, ale on zmienia temat. Potem dwóm starszym chłopakom i oni stwierdzili, że musi być kobieta i mężczyzna, muszą się lubić, "kizi-mizi, buziaczki, ten teges i jest dziecko". Czyli "z seksowania" - dopowiedzieli. Po czym też go zbyli. Leon poszedł zatem do nauczyciela biologii starszych klas, zapytał o rozmnażanie, ale pan zaczął od bezpłciowego... Gdy okazało się, że to chodzi o mamę, która na pewno nie będzie miała pączkowania, nauczyciel pokierował chłopca do kogoś z rodziny. Leon ląduje u babci Mani, która ma sześcioro dzieci, ale twierdzi, że przyniósł je bocian. Pociągnięta za język opowiada jeszcze, jak to Bóg zamienił pewnego człowieka za karę w bociana. Aha, a łobuzy biorą się z kapusty. Dalej mamy rozmowę z organistą kościelnym, który stwierdza, że dzidzie biorą się z miłości. Leon jest już jednak na tyle duży, że wie, że nie zawsze tak jest (brawo, Leon!). Więc druga wersja organisty to: "zawsze dzieci są darem Boga". Aż weszłam na stronę Wydawnictwa, bo z założenia nie kupuję i nie recenzuję książek religijnych. Ale uff, organista dodaje potem, że "nie wszyscy się ze mną zgadzają, bo nie wszyscy wierzą w Boga". Wspomina też o przytulaniu i całowaniu. Leon jest coraz bliżej prawdy, ale gdy zadaje kluczowe pytanie, znów zostaje odesłany, tym razem do pani doktor. Tam okazuje się, że Leon wie, że chłopcy mają ptaszka, a dziewczynki... dziurkę. Pani doktor precyzuje: penis, macica i pochwa. I kiedy już zrobiło się tak dokładnie, pani doktor mówi, że dorośli "stają się jednym ciałem", a "do ciała kobiety wysypują się małe plemniki, które biegną, biegną i biegną". A, jakby kto pytał, to wspomina o zygocie i zarodku, ale potem w macicy jest dziecko.

W końcu Leon rozmawia z rodzicami, ale okazuje się, że już właściwie wszystko wie. Jedyne czego nie wie to to, dlaczego dorośli robią z tego taka aferę. Wiecie czemu? "Ludzie potrzebują tematów tabu", bo "jak coś jest na widoku i wszyscy o tym w kółko mówią, to przestaje być czymś wyjątkowym" i "ważna jest w tym intymność". Intymność i wyjątkowość naprawdę nie kłócą się z rzetelną wiedzą i brakiem tabu. Za to brak tej wiedzy i silne tabu łączą się z lękiem, niezrozumieniem, przemocą, nadużyciami, nierobieniem potrzebnych badań, stereotypami i brakiem świadomego kierowania swoim życiem.

Chciałam napisać, że książka jest sympatyczna. Że stylem i długością dla starszych dzieci, które już zadają bardziej zaawansowane pytania. Że raczej jako książka, dzięki której przy okazji można do jakiegoś tematu wrócić albo dla rozrywki, no bo nie edukacyjnie. Ale jednak nawet to nie.

MOŻE CI SIĘ PODOBAĆ RÓWNIEŻ

Tu mnie znajdziesz:

crossmenu