ZAMKNIJ
Wpisz słowo, którego szukasz w polu poniżej, a następnie kliknij "szukaj".
Kategoria wpisu:

"Skąd się wzięłam?"

Autor: Tosia

Ta książka występuje w dwóch wersjach - starsza w zestawie z innymi opowiadaniami oraz nowsza osobna.

I kolejna mała książeczka dla małych dzieci, tym razem w wersji żeńskiej, czyli o swój początek pyta mała Julka. Tytuł to "Skąd się wzięłam" Wydawnictwo Aksjomat, czyli tego samego co książeczka "Skąd się wziąłem". Ale mimo wielu podobieństw (szczególnie w tytule), nie jest to po prostu wersja z żeńskimi końcówkami - to inna seria.

Mamy tutaj bardzo podobny wstęp - mama i tata byli kiedyś mali, a potem się poznali i postanowili spędzić ze sobą resztę życia. Dopiero tutaj zwróciłam uwagę na wielki obrazek ze ślubu (a w poprzedniej książeczce też jest!), co sprawia, że ogromna część dzieci nie będzie mogła uznać tego za opowieść o swoich rodzicach. Dalej jak się można spodziewać, kluczowy fragment książki...

I tutaj mała dygresja: jestem strasznie ciekawa, jak wyglądają rozmowy autorów z wydawnictwami nad tym fragmentem tego typu książek. Może kiedyś jakąś przeprowadzę, bo im więcej mam ich na półce, tym bardziej brakuje mi idealnej, a przynajmniej dużo lepszej 😉

No więc dotarliśmy do zapłodnienia albo raczej do czegoś dookoła tego tematu... I tutaj mamy jedną z gorszych wersji. Rodzice "bardzo się kochali, całowali, spali ze sobą i mocno się przytulali" i "pewnego dnia z tej wielkiej miłości w brzuchu pojawiło się nasionko". Ojej. Ja naprawdę nie mam nic przeciwko metaforom albo że nie wszystko musi być jak u mnie, czy kawa na ławę. No ale jednak to już jest zbyt duża nieścisłość. Po pierwsze oczywiście miłość nie jest tam niezbędna, ale rozumiem, że jeśli opowiadamy o konkretnej bohaterce i jej rodzicach, to tak mogło być i większość rodziców chce to tak opowiedzieć swoim dzieciom. No ale ja tu mam wrażenie, że miłość jest głównym, jeśli nie jedynym składnikiem. Te dwa zdania, które ja złączyłam w poprzednim akapicie, są na dodatek na różnych stronach, więc tym bardziej można wywnioskować, że rola taty ogranicza się do kochania i przytulania. No i mam problem z tym, że "nasionko się pojawiło". Hm, jajeczko już tam było, a pojawił się plemnik. Nie wiadomo właściwie, co autor ma na myśli pisząc o nasionku, pewnie zarodek, ale to szkoda, bo stąd się dziecko nie dowie, dlaczego jest podobne i do taty, i do mamy. W książeczce "Skąd się wziąłem" jednak udało się wspomnieć o jajeczku i plemniku.

Ok, zapłodnienie za nami, co dalej? Dalej macica została porównana do torebki i tak sobie myślę, że jakbym była dzieckiem, to bym pomyślała, że można do niej zawsze zajrzeć i pomachać dzidziusiowi. Ale plus za to, że "doktor pomógł ci wyjść z brzucha", co jest zręcznym opisem zarówno porodu naturalnego, jak i cesarskiego cięcia.

I dalej jest bardzo ważny fragment o adopcji, który zdarza się niezwykle rzadko, więc cudownie, że jest! Julka mówi, że mama jej koleżanki "wcale jej nie urodziła, tylko wybrała ją z takiego domu, gdzie było dużo dzieci". Choć oczywiście muszę się przyczepić. Mama Julki wspomina, że tymi dziećmi nie mogli się zająć "prawdziwi rodzice". Rozumiem, że trudno znaleźć tu inne słowo zrozumiałe dla kilkulatka, ale rodzice adopcyjni są najprawdziwsi!

Jest też jeden duży plus, mniej więcej po środku książeczki: po powrocie ze szpitala "uczyliśmy się, jak się tobą najlepiej opiekować i jak cię rozumieć". I obyście, drodzy rodzice, nigdy nie stwierdzili, że już to umiecie do końca!

P.s. Bardzo mi się podoba nowe logo tego wydawnictwa! Zdjęcia treści z nowszej wersji (różowej).

MOŻE CI SIĘ PODOBAĆ RÓWNIEŻ

Tu mnie znajdziesz:

crossmenu