ZAMKNIJ
Wpisz słowo, którego szukasz w polu poniżej, a następnie kliknij "szukaj".
Kategoria wpisu:

"Witaj w klubie" od Your Kaya

Autor: Tosia

Zwróciłam się jakiś czas temu do firmy produkującej ekologiczne środki higieny Your KAYA z prośbą o ich książkę do recenzji. Tak trochę na bezczela, ale udało się! Spodziewałam się rewelacji, ponieważ marka wydaje się nowoczesna, otwarta, o miesiączce mówią pozytywnie i inkluzywnym językiem (czyli pamiętają, że nie tylko kobiety miesiączkują, bo czasem także osoby niebinarne i transmężczyźni).

Od samego początku czuć, że to książka, którą się lekko czyta. Swobodny język, doświadczenia autorki, trochę żarcików, przepisy na maseczki i ciasto czekoladowe, a do tego cienka i wygodna. Fajno.

Chwilę potem niestety zauważam, że książka jest tak zaprojektowana, że kilka ważnych obrazków wylądowało w miejscu zszycia i gorzej je przez to widać. Obrazki są też dla mnie zbyt schematyczne, a za mało realistyczne, szczególnie zewnętrzne narządy płciowe. Drugim minusem, choć to może być mocno indywidualna kwestia, jest słowniczek na początku. Dla mnie nuda. Wolałabym te słowa poznawać w momencie, w którym są mi potrzebne do zrozumienia większej całości. A słowo menarche (pierwsza miesiączka w życiu danej osoby) poznałam na studiach z edukacji seksualnej i nigdzie poza tym nie było mi potrzebne.

Potem zaczynają się ciekawe tematy i fajnie, że także takie, które wykraczają poza obszar podbrzusza. Jest o piersiach i jest całkiem ciałopozytywnie, bo o włosach wokół brodawek, o tym że mogą być niesymetryczne i o bólu podczas ich rośnięcia. Dowiemy się paru rzeczy o biustonoszu, ale niestety nie tego, że nie jest obowiązkowy. A nie jest i nie trzeba go wcale najpierw palić 😉

Wspomniałam, że autorka dzieli się z czytelni_cz_kami swoimi doświadczeniami i ucieszyło mnie, gdy przeczytałam, że jednoznacznie ocenia bardzo nieodpowiedni komentarz sprzed lat, który usłyszała od swojej babci - jako przykry i wulgarny. Tak, można negatywnie oceniać to, co mówi do nas rodzina!

Fajnie, że jest zachęta do sięgnięcia po lusterko (jeśli nigdy nie skierowali_łyście go na swój srom, to warto to nadrobić!) i opisana dokładnie łechtaczka. Zabrakło mi wspomnienia, że większość jej elementów jest w środku ciała, no i padły wszystkie nazwy: wargi sromowe wewnętrzne, mniejsze, zewnętrzne, większe. Lepiej wybrać opis ich umiejscowienia, bo wielkość może być różna, ale przede wszystkim użycie wszystkich nazw może tworzyć zamieszanie.

Książka jest też "włosopozytywna" (nie ma takiego słowa, wymyśliłam je), czyli przekazuje taką ważną wiadomość, że z włosami na ciele robimy to, co chcemy! Niestety pozytywności nie starczyło na rozstępy, bo nie dowiemy się, że są powszechne i naturalne.

Jest też obszerny fragment o endometriozie i innych lekarskich sprawach. Duży plus za swobodne mówienie o wizycie u ginekologa_żki. "Myj się delikatnymi środkami do higieny intymnej" to niestety nie jest poprawna wskazówka. Wielu_e lekarzy_ek je odradza. Na pewno jeśli już jakieś, to delikatne, ale ich użycie jest polecane w książce dwukrotnie, a na pewno nie są niezbędne.

Zdziwił mnie fragment (na zdjęciu), że większość dziewczyn swoją pierwszą miesiączkę ma między 9 a 15 rokiem życia, ale że to nie jest reguła i jakbyś miała inaczej, to też spoko. No nie, jeśli pojawiła się przed 9 rokiem życia lub nie masz jej do 16 urodzin, to musisz iść do lekarza.

Dowiedziałam się też, że powinnam używać kremu z filtrem, żeby "uniknąć przedwczesnych oznak starzenia się skóry". No dla mnie osobiście rak skóry jest lepszym argumentem niż zmarszczki...

Podobało mi się, że jest fragment o emocjach, o roli diety, ćwiczeń oraz przegląd środków higienicznych i kilka informacji o tym, że ważny jest ich skład. Na koniec ucieszyło mnie też wezwanie do łamania okresowego tabu z zaznaczeniem, że nie każdy_a musi mieć na to ochotę.

Ogólnie książka ma dużo fajnych kawałków, wydaje mi się atrakcyjna dla młodych osób i porusza wiele ważnych tematów. Jeśli czytacie moje recenzje, to wiecie, że ja zawsze znajdę coś do przyczepienia się i tak było też tym razem. Sami_e oceńcie, na ile Wam przeszkadzają te rzeczy. Aha, i niestety nie ma inkluzywnego języka, na który liczyłam. Trochę rozumiem, że w książce o to trudno, ale jednak szkoda.

MOŻE CI SIĘ PODOBAĆ RÓWNIEŻ

Tu mnie znajdziesz:

crossmenu